Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

Gdańsk: Proces przeciwko Poczcie Polskiej

W gdańskim Sądzie Pracy odbyła się dziś  rozprawa przeciwko Poczcie Polskiej. Sprawa dotyczy legalności zwolnienia listonosza Bartosza Kantorczyka, działacza Inicjatywy Pracowniczej, który żąda przywrócenia do pracy oraz zadość uczynienia za czas pozostawania bez pracy. Przypomnijmy, że ten listonosz-związkowiec nie pracuję od czerwca, kiedy został dyscyplinarnie zwolniony za odmowę doręczania rent i emerytur bez właściwego zabezpieczenia, a mianowicie paralizatorów, saszetek barwiących banknoty w przypadku ich wyrwania itp.

Tymczasem listonosze do obrony swojego życia i wciąż podnoszonych sum gotówki posiadają jedynie gaz pieprzowy na psy z informacją "nie stosować przeciw ludziom", co potwierdza, że nie jest przeznaczony do ochrony przed napadem rabunkowym oraz przestarzały sygnalizator dźwiękowy, który nie zawsze działa. Sprzeciw listonosza dotyczył więc bezpieczeństwa wszystkich listonoszy w całej Polsce, którzy co dziennie ryzykują swoje zdrowie i życie aby dostarczyć klientom przysługujące świadczenia.

Sprawa jest o tyle bulwersująca, że od 2-3 lat zmusza się listonoszy do przenoszenia coraz poważniejszych kwot, bez dbałości o zwiększenie ich bezpieczeństwa. Jest wręcz odwrotnie, bo w tym samym czasie rotacja wśród pracowników jest ogromna z powodu niskich płac i nie przestrzegania prawa pracy przez Pocztę Polską. Dodatkowo tajemnice rzekomo chroniące życie doręczycieli wypływają z firmy. Wiadomo już ile listonosz ma danego dnia gotówki, kiedy wychodzi w rejon i jaką ma trasę oraz jakie środki do "ochrony" posiada. To nienormalne podejście przy tych olbrzymich kwotach, lecz dla dyrekcji lepiej wcisnąć listonoszom fortunę do rozniesienia na raz, niż pozwolić na kilkakrotne bezpieczniejsze zasilanie w urzędach, bo wtedy trzeba płacić pracownikom nadgodziny przy tak obciążonych, rozległych rejonach. Przecież Poczta Polska nie zatrudni kolejnych listonoszy, bo i coraz mniej takich "głupich", a z armii administracji nikt nie przejdzie do tej służby.

Dlatego kierownictwo podejmuje ryzyko, a zwłaszcza, że nie dotyczy ich samych tylko listonoszy. To "czysty" zysk i tutaj nie ma sentymentu. Pieniądze i tak są ubezpieczone, a listonosze niech się sami martwią, ale nie protestują, bo dzięki marnym wynagrodzeniom liczą na zebrane napiwki przy wypłacie rent i emerytur. Boją się, że w ogóle stracą te dodatkowe źródło utrzymania. Tylko nie można zapomnieć, że w grę wchodzi możliwość utraty życia. Tu firma nie może szukać oszczędności. Jednak korporacja zdaje sobie sprawę z powagi tej precedensowej rozprawy sądowej i dlatego przeciwko "mrówce" wycelowała armaty. Do tak oczywistego przez dyrekcję zwolnienia B. Kantorczyka firma staje przed sądem z dwoma pełnomocnikami. Z prawnikiem na etacie firmy (to nie wystarcza?) oraz dodatkowo posiłkuję się poważną prywatną kancelarią prawniczą i kosztami sadowymi pozwanego chcą obarczyć pozywającego firmę obecnie bezrobotnego Kantorczyka. To oczywista próba zniechęcenia i zastraszenia. Chyba jednak Poczta Polska ma coś na sumieniu i za nic w świecie nie chce stracić pieniędzy na lepsze zabezpieczenie swoich pracowników.

Powrót na górę