Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

Plac budowy – polem walki

kurier2_bisDla nas emigrantów z krajów Europy Środkowej i Wschodniej warunki panujące na brytyjskich placach budowy na pierwszy rzut oka wydają się oazą porządku i bezpieczeństwa. Wszyscy pracują w kaskach, kamizelkach odblaskowych, rękawicach. Tutejsze Health&Safety (BHP) traktowane jest na poważnie i wypadki zdarzają się niezmiernie rzadko. Niestety, jest to w pewnym sensie mit.

 

Chociaż brytyjskie place budowy nie przypominają burdelu znanego z Polski, gdzie panuje kompletna „wolna amerykanka” budowlana, czego przykładem góry lodowej mogą być tragiczne wydarzenia podczas budowy stadionu narodowego, gdzie w wypadku zginęło dwóch robotników, to poziom zagrożenia jest tu także niezmiernie wysoki. Nawet rządowe strony internetowe informują, że branża budowlana jest najbardziej niebezpieczną gałęzią przemysłu w Wielkiej Brytanii. Ten olbrzymi sektor, zatrudniający ponad 2 miliony pracowników zbiera również swoje śmiertelne żniwo; w ciągu ostatnich 25 lat na brytyjskich placach budowy zginęło 2800 robotników budowlanych. W samym tylko zeszłym roku śmierć poniosło 77 osób, a wypadki z obrażeniami nie zagrażającymi życiu liczone są w dziesiątkach tysięcy.

Bezpieczeństwo na placach budowy jest ściśle powiązane z piramidalną strukturą zatrudnienia. Jak chyba w żadnym innym sektorze, branża budowlana posiada armię pracowników pozbawionych praw i przywilejów socjalnych. Standardowy model budowy wygląda tak; przetarg wygrywa główny wykonawca, który nie posiada żadnej siły roboczej, zatrudnia on podwykonawców podejmujących się wykonania danych usług, którzy posiadają nieliczny na stałe (kontrakty) zatrudniony personel – głównie biurowy i kierowniczy, ewentualnie również kilku majstrów czy inżynierów. Podwykonawcy zatrudniają całą siłę roboczą na zasadach samozatrudnienia (selfemployed). Polega to na tym, że trzeba się zarejestrować w urzędzie podatkowym jako jednoosobowy podmiot gospodarczy i ubiegać się o otrzymanie specjalnego numeru podatkowego - UTR. W teorii, taki jednoosobowy podmiot płaci mniejszy (20%) podatek, niż zatrudniony na pełnym kontrakcie i ma większą elastyczność świadczenia usług. Ma prawo negocjować warunki płacowe i sam ustala swoje godziny pracy, lecz za to sam musi zapewnić sobie narzędzia i nie przysługują mu żadne świadczenia socjalne czy urlopy. W praktyce zleceniodawcy-pracodawcy z góry ustalają stawki oraz czas pracy i taki „samozatrudniony” nie ma nic do powiedzenia, a o żadnych negocjacjach nie ma mowy. Nie posiada on prawa do płatnego urlopu, płatnego chorobowego, ani przysługuje mu żadne prawo do zatrudnienia stałego po przepracowanym okresie. Może on zostać pozbawiony pracy z dnia na dzień bez jakiegokolwiek wypowiedzenia czy podania przyczyny, co powoduje wysoką zastępowalność jednych pracowników drugimi.

Tworzy to atmosferę bezwzględnego podporządkowania się i współzawodnictwa pomiędzy samymi pracownikami. Taki pracownik, pozbawiony jakichkolwiek praw jest traktowany jak śmieć i wymienialny przy jakichkolwiek przejawach niezadowolenia i oporu. Nie ma żadnej podstawy do negocjacji lepszych zarobków czy warunków pracy. Aby uniknąć problemów z pracownikami bardzo często podwykonawcy podpisują kontrakty z agencjami pracy które dostarczają taką „samozatrudnioną” siłę roboczą pobierając należytą prowizję od każdej godziny pracy robotnika (nawet o 70% większą od jego stawki godzinnej). Pracownik zatrudniony w ten sposób jest o wiele bardziej narażony na wypadki i utratę zdrowia. Istota takiego modelu tkwi w tym, że tacy pracownicy są o wiele tańsi i nie mają możliwości organizowania się w miejscu pracy. Niewiele zawodów w Wielkiej Brytanii związanych z branżą budowlaną oparło się temu modelowi zatrudnienia. Tylko nieliczne, wysoce wyspecjalizowane grupy zawodowe zatrudnione są na pełnych kontraktach z całymi pakietami socjalnymi, płatnymi urlopami itp. Wyzysk i pełna kontrola nad budowlaną siłą roboczą, to efekt takiego modelu zatrudnienia.

Największy związek zawodowy zrzeszający robotników budowlanych UCATT – znany z układów z pracodawcami i rządem – nie robi nic aby zmienić obecną sytuację. Tylko nieliczne autonomiczne grupy jak np. UK Rank & File Building Workers’ Committee próbują organizować robotników i chcą zmienić obecną sytuację.

Pierwszy i jak do tej pory ostatni ogólnokrajowy strajk robotników budowlanych miał miejsce w Wielkiej Brytanii w 1972 roku. Protest ten był efektem straszliwych warunków panujących na placach budowy jak i przejawem walki o godność robotników. Strajk ten zaatakowany przez rząd i prasę, uznany został za nielegalny i spacyfikowany w brutalny sposób. Robotnicy porzuceni przez liderów związkowych zostali uznani przez sąd za kryminalistów. Podczas strajku robotnicy organizowali tzw. „lotne pikiety” mające na celu w mobilny sposób wywierać naciski na rząd oraz informować społeczeństwo o przyczynach strajku. W efekcie 24 organizatorów pikiet zostało skazanych prawomocnymi wyrokami sądu w mieście Shrewsbury, a 6 z nich trafiło do więzienia. Jeden z uwięzionych, Des Warren, zmarł później w wyniku choroby nabytej w więzieniu.

Rozpoczęto kampanię trwającą do dzisiaj o dekryminalizację i sprawiedliwość 24 z Shrewsbury. Dziś pod nazwą Justice for the Shrewsbury Pickets żyjący do dzisiaj z wyrokami sądu uczestnicy tamtych wydarzeń przy pomocy młodszych kolegów z branży budowlanej domagają się sprawiedliwości i publicznego śledztwa dotyczącego tamtych wydarzeń i roli rządu, który za pomocą służb specjalnych dążył do rozbicia organizujących się robotników budowlanych. Obecnie jeden z więźniów 24 z Shrewsbury – Ricky Tomlinson, współtwórca kampanii Justice for the Shrewsbury Pickets, podczas spotkań i pikiet organizowanych w przeciągu ostatnich kilku lat w Wielkiej Brytanii porusza również problemy obecne we współczesnej branży budowlanej. Próbuje on organizować oddolny ruch robotników budowlanych, funkcjonujący poza oficjalnymi związkami typu UCATT czy TGWU, mający na celu w sposób oddolny i radykalny zmieniać rzeczywistość robotnika budowlanego. Kampania ta ma wsparcie również syndykalistów z IWW i Solidarity Federation/IWA, którzy w praktyczny sposób próbują stworzyć nowy i oddolny ruch.

Artykuł ukazał się w nr 2/2010 „Kuriera Syndykalistycznego” wydawanego w  Londynie w języku polskim przez działaczy związanych z IWW i Inicjatywa Praxcowniczą. Na naszych stronach znajdziecie do tej pory wydany 1 i 2 numer gazety.

Powrót na górę