Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

Wywiad z działaczem IP z Torunia

Poniżej znajdziecie wywiad z działaczem IP z Torunia, który został opublikowany w ostatnim numerze Biuletynu Inicjatywy Pracowniczej:

- Twój konflikt z firmą Plaza Centres rozpoczął się w lecie 2011. Pracowałeś na budowie centrum handlowego Plaza w Toruniu, jednak byłeś zatrudniony nie przez Plaza Centres, ale przez podwykonawcę, firmę F-Tech. Czy mozesz opowiedzieć coś o siatce zależności firm i podwykonawców, jaką stworzyła Plaza Centres?

- Siatki zależności firm i podwykonawców o jakiej mówisz nie stworzyła bezpośrednio Plaza Centers. Ona „jedynie” podporządkowała się obecnym zasadom ekonomii kapitalistycznej, tudzież wpisała się w jej schemat. Czyli de facto tworzyła siatkę, która i tak już dominowała (i dominuje nadal) na rynku. Pozwala ona na najbardziej efektywne kumulowanie zysków (kapitału), o co chodzi w każdym biznesie. Oczywiście wszystko zawsze odbywa się kosztem pracowników zatrudnianych na najniższych szczeblach tego typu hierarchii zależności, gdyż takie jest zamierzenie tej „ekonomii”. Efektem tego typu narzuconych układów są często niewypłacane pensje na czas robotnikom na budowie; zatrudnianie bez umów lub na umowy śmieciowe; nieprzestrzeganie zasad BHP, itd. W skrócie: całkowita ucieczka od odpowiedzialności względem firm podwykonawczych i ich pracowników.

- Z tego, co wiem, miałeś na umowie najniższą krajową, a resztę pieniędzy miałeś otrzymywać od F-Techu „pod stołem”. Jak wyglądała kwestia płatności w firmie? Jakie były nastroje wśród pracowników?

- Tak jak wspomniałem: pensje nie były wypłacane na czas i płacono nam w dodatku w ratach (!). Co więcej, odstępy pomiędzy tymi „ratalnymi płatnościami” za dany miesiąc się zwiększały, co w następstwie owocowało tym, że firma dla której pracowałem (F-Tech) zwlekała mi z pensją za dwa miesiące pracy (sic!). Tłumaczyła się przy tym, że to nie jej wina i przerzucała odpowiedzialność na firmę „wyżej”, a ta z kolei na następną, itd. Słyszałem też o przypadkach, że robotnicy innych firm na tej budowie czekali na pensje nawet do 3 miesięcy... Tak więc nić tych szemranych interesów jasno wskazywała kogo winić – Plazę Centers.

- Jakie były warunki pracy na budowie? Czym się zajmowałeś?

- Warunki były takie, że praktycznie wszystkie firmy podwykonawcze zmuszone były do pracy w nadgodzinach (10-12h). Ja akurat zajmowałem się montażem instalacji odprowadzającej wodę z dachu (odwadnianie).

- Czy na terenie Plaza Centres próbowałeś prowadzić mobilizację do strajku i ujawniłeś się jako związkowiec? Jakie były reakcje?

- Tak, próbowałem chłopakom ode mnie z „załogi” uświadomić cel i istotę strajku, bo karygodne jest pracowanie za darmo i życie ciągłą nadzieją, że „kiedyś zapłacą”. Zwłaszcza na budowie tak renomowanej marki jak Plaza. Niestety nikt oprócz mnie nie miał odwagi spróbować coś zmienić. Jako związkowiec ujawniłem się dopiero, gdy sprawa nabrała tempa, że tak to ujmę.

- Kiedy firma F-Tech definitywnie przestała płacić pracownikom, mamiąc fałszywymi obietnicami. Wraz z toruńską komisją międzyzakładową IP rozpoczęliście akcję Anty-Plaza pod hasłem „Plaza ma zapłacić”. Jak to wyglądało? Czy udało się wyegzekwować od F-Techu pieniądze? Podobno odbyły się również spotkania z szefem Plaza Centres na Polskę.

- Już po pierwszym miesiącu pracy zaczęły się pierwsze problemy z płatnościami i fałszywe obietnice, ale jakiekolwiek działania postanowiłem podjąć nieco później. Po nawiązaniu współpracy z ZSP Warszawa oraz po pojawieniu się kilka artykułów w Gazecie Pomorskiej opisujących sytuację na budowie toruńskiej Plazy, zaczęło wrzeć pełną parą, co skutecznie zaostrzyło moją/naszą walkę i odbiło się szerokim echem. I właśnie to echo, echo obnażające konsekwencje zhierarchizowanych układów na budowie Toruń Plaza, doprowadziło do spotkania z szefem polskiego oddziału Plaza Centers, jak i wyegzekwowało należne mi pieniądze w mgnieniu oka (czarny PR). Aczkolwiek nie wszystkie – wedle umowy zarabiałem najniższą krajową, „reszta” była nieoficjalnie wypłacana. Także należności za nieewidencjonowane nadgodziny nie byłem wówczas w stanie udowodnić, gdyż – jak się okazało – żaden z współpracowników nie chciał świadczyć i narażać się na ewentualne problemy. Dopiero po wyciszeniu sprawy, zdobyciu kilku dowodów i interwencji adwokata udało się odzyskać pozostałe należności.

- Po zakończeniu „współpracy” z Plazą zatrudniłeś się w firmie lakierniczej Arpol, jednak zostałeś stamtąd zwolniony po trzech miesiącach, mimo że wcześniej otrzymałeś umowę o pracę na rok. Dlaczego tak się stało?

- Ponieważ zacząłem dopytywać się kierownika, dlaczego nie zarabiam tyle, na ile umówiliśmy się na rozmowie kwalifikacyjnej. W momencie podpisania umowy z firmą Arpol zostałem postawiony przed faktem dokonanym i sprytnie narzucono mi najniższą pensję krajową (wcześniej umawialiśmy się na więcej). Musiałem się zgodzić na te warunki, gdyż byłem bez środków do życia... Także bardzo nierzetelnie wobec mnie zachował się tamten niby poważny i szanujący się pracodawca.

- Obecnie pracujesz w innej firmie lakierniczej, gdzie pracodawca polecił ci wyjąć kolczyki z twarzy, mimo że pracujesz na „niewidocznym” stanowisku i nie masz kontaktu z klientami. Jaka jest twoja reakcja i co zamierzasz? Czy czujesz się dyskryminowany ze względu na nietypowy wygląd?

- Na rozmowie kwalifikacyjnej właściciel firmy twierdził, że „kolczyki w nosie jeszcze się w Polsce nie przyjęły” i lepiej jakbym go wyjmował na czas pracy. Twierdził tym samym, że te w uszach są już okey i mu nie przeszkadzają, bo są popularne...! Oczywiście aby przełamać ten schemat myślowy postawiłem zaryzykować i w dniu kiedy przyszedłem pierwszy dzień do pracy nie wyjąłem ich z nosa. Szef widział, ale nic nie powiedział. Od tego czasu minął miesiąc i chyba jestem w stanie stwierdzić, że kolczyki w nosie już się w Polsce przyjęły. Przynajmniej dla mnie.

- Jak obecnie wygląda działalność komisji międzyzakładowej IP w Toruniu? Jakie są dalsze plany i zamierzenia?

- Co do twojego pytania odnośnie kondycji komisji międzyzakładowej IP w Toruniu to powiem szczerze, że nie wiem co dalej – nie mogę odpowiadać za innych. Na pewno smutnym faktem jest, że nasza komisja trochę przycichła, nie mniej jednak ja, jako jednostka, na pewno nie zamierzam siedzieć cicho i będę dawał pstryczki w nosa pracodawcom gdziekolwiek mnie nie zatrudnią i będę to robił pod sztandarem Inicjatywy Pracowniczej, zachęcając wszystkich do podejmowania podobnych działań w obronie swoich i nie tylko swoich praw. Dzięki za wywiad. Walka trwa!



Powrót na górę