Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas


Hiszpania: "Ludzie są już zmęczeni i mówią dość"

Niniejszy wywiad został przeprowadzony z przedstawicielami hiszpańskiego związku zawodowego Confederacón General del Trabajo (CGT) /przypis 1/ w listopadzie 2012 roku, przy okazji spotkania Czarno-Czerwonej Koordynacji zrzeszającej anarchosyndykalistyczne związki zawodowe z Francji, Grecji, Hiszpanii, Polski, Szwecji i Włoch. Tematem rozmowy były: aktualna sytuacja społecznopolityczna w Hiszpanii, przebieg walk pracowniczych i protestów społecznych oraz strategia działań alternatywnych związków zawodowych w tym kraju.

IP: Ostatnimi czasy w Polsce usłyszeć można sporo o Oburzonych, którzy okupowali place największych hiszpańskich miast. Zacznijmy więc może od pytania dotyczącego tego zjawiska. Jaki jest stosunek CGT do wspomnianego ruchu i na ile działania waszego związku pokrywają się z oczekiwaniami i aktywnościami podejmowanymi przez Oburzonych?

 

Luis: Pojawienie się ruchów społecznych takich jak 15-M /przypis 2/ odbieramy bardzo pozytywnie. W ostatnich latach w Hiszpanii miało miejsce wiele podobnych inicjatyw, ponieważ ludzie są już zmęczeni i zdecydowali się powiedzieć dość. Właśnie dlatego Hiszpanie zaczęli spontanicznie (cechą charakterystyczną tych ruchów jest spontaniczny sposób działania) wychodzić na ulice, by pokazać swój sprzeciw wobec polityków. Polityków, którzy wprowadzali cięcia i w ten sposób przerzucali ciężar kryzysu na ludność, która go nie wygenerowała.

Dzięki powstaniu tego typu ruchów zjednoczyć się mogły także organizacje, których działania oraz sposób postrzegania społeczeństwa są zbliżone. Cieszy nas, że Oburzeni obudzili również pewną świadomość społeczną zwłaszcza wśród młodych, którzy po raz pierwszy wyszli na ulice by bronić swoich praw jako: ludzie, pracownicy, czy obywatele. Bierzemy aktywny udział w funkcjonowaniu tego typu ruchów, ponieważ wiele spośród nich działa na zasadach anarchistycznych, takich jak: samorządność, funkcjonowanie komisji doradczych oraz podejmowanie wszystkich decyzji na wspólnych spotkaniach. Wszystko to sprawia, że pomimo niezależności tych grup od związków zawodowych i innych organizacji nasi działacze aktywnie włączają się w ich funkcjonowanie.

Angel: Myślę, że istotnym aspektem naszego udziału w tego typu inicjatywach jest wymiana praktycznych doświadczeń. Dużą część Oburzonych stanowią ludzie młodzi, wywodzący się przeważnie z klasy średniej, którzy wcześniej raczej nie uczestniczyli w życiu publicznym. Wybuch protestów stał się przełomem, od czasu którego krok po kroku młodzi zaczynają coraz bardziej interesować się polityką (oczywiście nie w rozumieniu upartyjnienia, ale raczej aktywnego i świadomego udziału w życiu wspólnoty). Wewnątrz Oburzonych spotykają się więc dwie rzeczywistości. Z jednej strony jest to rzeczywistość ludzi bardzo młodych, którzy zaczęli interesować się kwestiami politycznymi w obliczu kryzysu, z drugiej rzeczywistość 30-50-cio letnich działaczy społecznych. Z jednej strony zjawisko stanowi olbrzymie pole badań i daje nam dużo do myślenia, z drugiej sprawia, że lewicowi aktywiści przestają mówić tylko do samych siebie. Istotny jest też fakt, że związki zawodowe stają dziś twarzą w twarz z ludźmi, którzy chcą rozwiązywać problemy w sposób nieformalny, co stanowi zaprzeczenie tradycyjnych sposobów funkcjonowania większości central związkowych. Taka sytuacja jest dla nas bardzo interesująca, dlatego staramy się uczestniczyć zarówno w komisjach zajmujących się kwestiami pracowniczymi, jak i w grupach dzielnicowych.

IP: Przejdźmy więc może do kwestii pracowniczych. Czy moglibyście nam powiedzieć, jakie kampanie prowadzicie w tej chwili i w jakich sektorach toczą się najsilniejsze walki pracownicze?

Luis: W tej chwili toczy się wiele kampanii. Działaniami, które angażują największą część zarówno pracowników, jak i całego społeczeństwa są protesty w obronie głównego filaru społeczeństwa dobrobytu, czyli sektora publicznego. Dzieje się tak, ponieważ władze wykorzystują kryzys by narzucić społeczeństwu kształt zgodny z własną ideologią. Silne protesty występują więc w obronie prywatyzowanych właśnie obszarów, które już ucierpiały wskutek cięć budżetowych. Te sektory to przede wszystkim: zdrowie, edukacja i transport publiczny. Ostatnio w mediach zagranicznych głośno było też o protestach górników.

Poza tym w Hiszpanii mamy około 6 milionów bezrobotnych, którzy stanowią około 25% aktywnych zawodowo. Około 50% ludzi młodych pozostaje bez pracy, natomiast ci którzy pracują są w większości prekariuszami. Oczywiście walka z prekaryzacją to następny problem, w tym, przypadku trudno jednak mówić o większych sukcesach, przede wszystkim ze względu na rosnące bezrobocie. Generalnie większość ludzi jest niezadowolona z polityków, którzy zamiast pomagać społeczeństwu chronią jedynie interesy wąskiej grupy uprzywilejowanych.

Angel: Tak jak powiedział Luis, w tej chwili w Hiszpanii ma miejsce wiele konfliktów pracowniczych. Myślę, że jedną z najbardziej istotnych jest walka pracowników transportu publicznego. Mamy tu do czynienia zarówno z walkami ogólnokrajowymi w Renfe (kolej państwowa), jak i lokalnymi działaniami pracowników transportu miejskiego m.in. w Barcelonie czy Madrycie. Co prawda pracownicy transportu miejskiego nie są oficjalnie zatrudnieni jako pracownicy administracji publicznej, jednak firmy w których pracują są spółkami miejskimi. Ze względu na tę sytuację pracownicy ci pozbawieni są części praw jakie przysługują zatrudnionym w administracji. Właśnie walka o prawa pracownicze jest podłożem ich sporów z władzami, i tak np. w Barcelonie od 2 tygodni trwa protest kierowców autobusów, którzy zdecydowali się ograniczyć ilość kursów porannych i wieczornych. Taka forma oporu jest dla władz firmy trudniejsza do zniesienia niż jeden czy dwa strajki całodniowe, ponieważ wymaga dużo pracy nad ustaleniem nowego rozkładu jazdy, wytyczeniem tras zastępczych, czy ponownym naliczeniem płac.

Przeciwko pogorszeniu warunków pracy walczą także pracownicy administracji publicznej. W wielu miejscach Hiszpanii organizują oni tak zwane „czarne piątki”. Ta kampania w największych miastach trwa już od około roku. Jej specyfika polega na tym, że w każdy piątek pracownicy kilku urzędów w danym mieście (urzędy zmieniają się rotacyjne) wykorzystują swoją przerwę na posiłek, by przemaszerować ulicami miasta w czarnych strojach i z czarnymi banerami. Oczywiście 15-20 minutowe manifestacje nie destabilizują działania urzędów, ale są istotne z punktu widzenia samoorganizacji pracowników. Ważny jest również fakt, że tego typu działania unaoczniają społeczny charakter cięć. Ludzie powoli zdają sobie sprawę, że zwolnienia i oszczędności w sektorach takich jak zdrowie lub edukacja przekładają się bezpośrednio na pogorszenie jakości opieki medycznej, czy poziomu nauczania. Świadomość tych procesów sprawia, że w protestach zaczynają brać udział nie tylko pracownicy danego sektora. Dzięki temu na ulicach spotkać można min. manifestacje ludzi starszych, którzy protestują przeciwko zamykaniu okolicznych przychodni i ośrodków zdrowia.

Co ciekawe osoby powyżej 65 roku życia bardzo aktywnie uczestniczą w protestach społecznych. Interesującą grupą są tak zwani „Yayo Flautas” (z hiszp. „Stare Flety”). Są to ludzie starsi, którzy solidaryzują się z 15M, a ich cechą rozpoznawczą są odblaskowe kamizelki. Ludzie ci są bardzo poważani przez młodzież, ponieważ organizują własne happeningi w bankach, albo np. wchodzą do autobusów, mówią kierowcy, że dziś wszyscy jedziemy za darmo i zapraszają pasażerów do środka. „Yayo Flautas” to przede wszystkim starzy anarchiści i komuniści, którzy przeżyli dyktaturę Franco i spędzili całe życie na walce o lepszą przyszłość dla swoich dzieci. Ludzie ci po prostu nie mogą siedzieć bezczynnie, gdy widzą to co się teraz dzieje. Pamiętam pewną zabawną scenę, gdy jeden staruszek zapytany przez dziennikarza, czy nie boi się policjantów odpowiedział: „ Nie! W czasach Franco przeżyłem już więzienie, więc co ci goście mogą mi jeszcze zrobić?”.

Kolejną interesującą inicjatywą jest ruch ludzi, którzy nie są w stanie spłacać kredytów mieszkaniowych. Początki jego działalności opierały się na indywidualnych kontaktach. Po prostu osoba zagrożona utratą mieszkania powiadamiała o tym fakcie swoich znajomych i ci pojawiali się na miejscu, by nie dopuścić do eksmisji. Dopiero z czasem ludzie, którzy nie byli w stanie spłacać hipotek zaczęli się wzajemnie wspierać. Obecnie platforma „Stop eksmisjom” to jeden z ważniejszych ruchów społecznych w kraju, ponieważ liczy około 250 tyś osób. Jego uczestnicy to przede wszystkim: imigranci, samotne matki oraz ludzie, którzy na skutek kryzysu nagle stracili pracę i od kilku lat pozostają bez środków do życia. Ruch ten skupia się nie tylko na obronie jego uczestników przed eksmisjami, ale protestuje także przeciwko ich przyczynie, czyli spekulacji długami oraz wspiera inne grupy walczące z polityką cięć.

IP: Jaka jest więc rola związków takich jak CGT w sytuacji, w której społeczeństwo samo organizuje się do walki?

Luis: Na wstępie trzeba zaznaczyć, że w Hiszpanii panuje dość duże niezadowolenie z dwóch największych związków zawodowych czyli Comisiones Obreras(CCOO) i Unión General de Trabajadores(UGT). Organizacje te są mocno zbiurokratyzowane i częściej niż robotników reprezentują interesy władzy. Z tego powodu ostatnimi czasy wizerunek związkowca podupada. Dlatego musimy jeszcze lepiej wykonywać naszą robotę i pokazywać, że związki mogą funkcjonować inaczej. My dążymy przede wszystkim do przekształcenia obecnego społeczeństwa i kapitalizmu, w system bardziej egalitarny i sprawiedliwy, w którym kwestie ekonomiczne nie decydują o udziale w życiu społecznym, a jednostka może być pewna swoich wolności i praw. Z drugiej strony, ze względu na brak zaufania do dużych centrali związkowych zarówno nasza organizacja, jak i inne alternatywne związki zawodowe powoli zaczynają się rozrastać. Dołączają do nas głównie ludzie młodzi, w tym ci którzy zawiedli się na dużych związkach i ci którzy wierzą, że nasza organizacja lepiej będzie reprezentować ich interesy.

Jeśli chodzi o nas, to od kilku lat jesteśmy w stanie nieustającej mobilizacji. Praktycznie przez cały czas działamy na ulicy, organizujemy manifestacje, w tym roku miały też miejsce 2 strajki generalne na terenie całego kraju. Mamy zamiar kontynuować naszą walkę, aż obecna sytuacja nie ulegnie zmianie. Poza tym cały czas współpracujemy z innymi związkami alternatywnymi i ruchami obywatelskimi. Owocem tej współpracy są przede wszystkim demonstracje, których celem jest wywieranie społecznej presji na władzach. Jednym z tego typu ruchów jest wspomniana wcześniej platforma przeciwko eksmisjom. Dzięki działaniom tych ludzi udało się zmusić polityków, by zmienili podejście do problemu eksmisji. Jest to o tyle istotne, że dotychczasowa polityka władz w tej materii doprowadziła do tego, że dziś sytuacja jest nieznośna. W ostatnich latach mieszkanie straciło około 300 tyś osób, a prognozy na ten rok przewidują, że może to spotkać kolejne 100 tys. ludzi.

IP: Co dzieje się z ludźmi, którzy tracą dach nad głową?

Luis: Ludzie ci muszą sobie z tym jakoś radzić sami. Wielu z nich pomieszkuje u rodziców lub przyjaciół. Ostatnio było też kilka przypadków samobójstw w trakcie eksmisji. Myślę, że to był swego rodzaju alarm społeczny, który uświadomił ludziom, a przede wszystkim politykom skalę problemu. Dzięki działaniom ruchów lokatorskich udało się wywalczyć prawo, które w niektórych przypadkach odwleka groźbę eksmisji o około 2 lata (bo władze liczą, że do tego czasu skończy się kryzys).

Angel: Współpraca z tego typu grupami nie zawsze jest jednak łatwa, ponieważ kiedy krzyczą: „Oni nas nie reprezentują” często mają też na myśli związki zawodowe, które postrzegają przez pryzmat działań CCOO i UGT. Początki wspólnych działań były więc trudne, jednak krok po kroku przekonaliśmy tych ludzi, że naprawdę różnimy się od dużych związków. Dzięki temu zyskaliśmy zaufanie nowych grup społecznych takich jak bezrobotni czy imigranci i liczymy, że w przyszłości dołączą oni do związku. Dla CGT istotny jest też fakt, że ludzie, którzy wcześniej byli przeciwnikami wszelkich organizacji związkowych dziś popierają jedynie organizacje niehierarchiczne i antyautorytarne.

IP: W trakcie obrad tegorocznego spotkania wspominaliście, że waszym zdaniem strajk generalny nie jest dziś najlepszą metodą walki. Jakie są waszym zdaniem alternatywy wobec tego narzędzia?

Luis: W ostatnim czasie toczy się u nas wiele debat na temat tego, jak postrzegamy strajk generalny w perspektywie historycznej i czy jest on dzisiaj efektywny. Głównym celem strajku jest sparaliżowanie systemu produkcji danego państwa. We współczesnym świecie występuje jednak wiele sektorów, które nie są sektorami produkcyjnymi. W ostatnim strajku generalnym fabryki rzeczywiście zostały zamknięte, jednak pracownicy barów, kawiarni i drobnego handlu nie wzięli udziału w strajku. Co prawda zyski tych barów w czasie strajku nie były duże, bo ludzie nie skorzystali z ich usług, jednak organizując strajk generalny pracownicy liczą zazwyczaj na totalny paraliż życia w kraju. W takim momencie otwarte punkty usługowe tworzą pozory normalności. Między innymi dlatego musimy poszukać nowych form ataku, które uwzględnią konsumpcję. Świadomą i ograniczoną konsumpcję również można traktować jako jedną z metod walki. Znam też wielu ludzi, którzy chcą atakować przede wszystkim banki, które są w dużej mierze odpowiedzialne za obecny kryzys. Ludzie ci co miesiąc wypłacają wszystkie swojej pieniądze z banków by utrudnić ich pracę. Rozwija się też sporo samorządnych kooperatyw, które starają się działać równolegle do kapitalizmu i wskazywać alternatywne formy życia. Instytucje te działają na bardzo wielu polach od kooperatyw spożywczych, aż po niewielkie banki ludowe, które kierują się przede wszystkim etyką i działają poza barbarzyńskim systemem bankowym.

Angel: Uważamy, że strajk generalny w dzisiejszych czasach jest nieefektywny ze względów ekonomicznych. W czasie kryzysu wielu firmom wstrzymanie produkcji na jeden dzień jest na rękę. Między innymi w przemyśle samochodowym, na produkty którego popyt spada, taki strajk to po prostu łatwa i darmowa redukcja produkcji. Poza tym dla sektora finansowego strajk nie jest żadnym zagrożeniem, ponieważ ten opiera się głównie na spekulacjach. Dawniej strajk generalny był dla dużych związków zawodowych pewnym argumentem w walce z konkretnym aspektem polityki władz. Dziś nie jest on już tak użyteczny zwłaszcza, że nie interesują nas przemiany społeczne dokonywane za pośrednictwem odgórnych decyzji wypracowanych przez liderów na szczytach władzy. Uważamy, że należy zmienić sposób postrzegania i organizacji strajku generalnego. Przed samym strajkiem generalnym powinniśmy przeprowadzać wiele pomniejszych akcji w różnych sektorach. Dopiero w sytuacji, gdy społeczeństwo zaangażowane jest w wiele konfliktów, a atmosfera jest naprawdę gorąca powinniśmy sięgać po strajk generalny. W takim kontekście stanowić on może zwieńczenie wszystkich dotychczasowych walk, a jego znaczenie będzie nie tylko ekonomiczne, ale przede wszystkim społeczne i polityczne. Miarą sukcesu strajku generalnego nie jest fakt, że danego dnia przebije się on do mediów, ale to że w społeczeństwie atmosfera strajku będzie się utrzymywać już po jego zakończeniu. Równie ważnym zadaniem, przed którym stoimy jest przekonanie ludzi, że może stworzyć stabilny ekonomicznie porządek społeczny, który gwarantuje bardziej sprawiedliwą dystrybucję dóbr i lepsze warunki pracy.

IP: Czy moglibyście powiedzieć nam, jak kryzys wpływa na liczebność i strukturę waszego związku oraz w jakich sektorach wasz związek jest teraz najbardziej aktywny?

Luis: W ostatnim czasie nasza organizacja rozwija się dość dobrze. W chwili obecnej CGT liczy około 70 tys. członków. Poza tym wielu młodych identyfikuje się zarówno z naszym modelem  działania związku zawodowego, jak i naszą wizją tego, jak funkcjonować powinno społeczeństwo. Dużym sukcesem był też fakt, że nasz ostatni film „Respira” ( hiszp. „Oddychaj”) wzywający do udziału w strajku generalnym, był jednym z najchętniej oglądanych filmów na hiszpańskim YouTube i poruszył wielu ludzi. Jak już wspominaliśmy naszym najważniejszym zadaniem jest przekonanie pracowników, że związki zawodowe mogą funkcjonować inaczej niż wielkie centrale, i że mogą skutecznie bronić ich interesów.

Historycznie nasza organizacja związana jest przede wszystkim z pracownikami hut i kolei, jednak dzisiaj, ze względu na kryzys zrzeszamy także coraz więcej pracowników sektora publicznego m.in. pracowników służby zdrowia oraz szkolnictwa. Pracownicy tego sektora bardzo silnie angażują się w walki pracownicze.

Angel: Rozwijamy się nie tylko w nowych branżach, ale także w nowych miejscach. Kiedyś nasz związek działał głównie w Katalonii, Andaluzji i Madrycie /przypis 3/, teraz liczebność naszych struktur wzrasta także w wielu małych miastach na terenie całej Hiszpanii. Celem CGT jest dotarcie nie tylko do dużych miast i kluczowych fabryk, ale do całego społeczeństwa, dlatego tak silnie angażujemy się w ruchy społeczne działające na poziomie małych miejscowości. Współpracujemy m.in. z niektórymi ruchami wspierającymi kulturę i lokalne wspólnoty w Katalonii oraz z grupami Andaluzyjskich bezrobotnych żyjących w małych miasteczkach z dala od ośrodków takich jak Sevilla, czy Kordoba. Wspieramy także lokalne organizacje walczące o podniesienie standardów życia w Kastylii.

IP: Wspomnieliście o pracownikach sektora publicznego. Jaka jest obecnie ich sytuacja i jakie wysuwają oni postulaty?

Luis: Od kiedy zaczął się kryzys, sektor publiczny ucierpiał przede wszystkim ze względu na redukcję wielu tysięcy miejsc pracy. W tym roku aby spełnić wymaganie Unii Europejskiej dotyczące poziomu deficytu budżetowego rząd wprowadził kolejne cięcia, które dotknęły przede wszystkim pracowników tego sektora. Skrócono m.in. czas wakacji oraz okres ważności ich uprawnień, utrudniono dostęp do urlopów zdrowotnych oraz pozbawiono jednego miesięcznego wynagrodzenia /przypis 4/. Do tej pory pracownicy sektora publicznego nie angażowali się zbytnio w walki pracownicze, jednak po tych atakach na ich prawa dosłownie się obudzili. Od ostatniego lata, kiedy wprowadzono wszystkie te zmiany pracownicy ci zaczęli wychodzić na ulice i działać bardzo energicznie po to, by odzyskać swoje prawa. Ich walka ma także znaczenie w szerszej perspektywie społecznej. Jeśli spadają dochody tej grupy społecznej, to automatycznie jej przedstawiciele zostawią mniej pieniędzy np. w barach i sklepikach. W ten sposób obniżenie zarobków pracowników opłacanych przez władze uderza w całe społeczeństwo. Ludzie zaczynają dostrzegać to zjawisko i dzięki temu zaczynają wspierać protesty grupy, która ze względu na przysługujące jej prawa nie cieszyła się do tej pory dużym poparciem społeczeństwa.

IP: W jaki sposób organizuje się związek liczący 70 tys. pracowników?

Angel: Nasz związek opiera się na dwóch strukturach, a to z której korzystamy w danym momencie zależy od aktualnych potrzeb. Jeśli problem nie dotyczy konkretnej branży, ale raczej kwestii ogólnospołecznych w danym mieście opieramy się na strukturach miejskich, w skład których wchodzą wszystkie komisje z danego miasta. W ramach struktur lokalnych podejmujemy też najważniejsze decyzje dla całego związku. Wygląda to tak: struktury branżowe zrzeszają się w danym mieście, sąsiednie miasta tworzą komisje lokalne, te zrzeszają się w struktury regionalne i tak dalej. Poza tym w naszym związku funkcjonują też syndykaty branżowe i tak na przykład pracownicy przemysłu chemicznego w Barcelonie, Madrycie, Andaluzji i tak dalej tworzą jedną strukturę branżową, która zajmuje się koordynacją walk występujących w przemyśle chemicznym i decydują samodzielnie jedynie o kwestiach dotyczących ich syndykatu.

IP: Ostanie pytanie będzie dotyczyło represji. Jakiś czas temu przetłumaczyliśmy i opublikowaliśmy informacje o waszej koleżance Laurze Gómez, która przebywała w więzieniu /przypis 5/. Możecie powiedzieć co dzieje się z nią teraz i jakie represje spotykają działaczy ruchów społecznych, o których wspominaliście?

Angel: Laura pełni funkcje sekretarza generalnego CGT w Katalonii. W tej chwili przebywa na wolności, jednak cały czas toczy się przeciwko niej postępowanie karne, w trakcie trwania którego nie wolno jej uczestniczyć w zgromadzeniach liczących więcej niż 16 osób. Poza tym jej życie toczy się raczej normalnie i dalej uczestniczy ona w życiu związku.

Aresztowanie Laury trochę nas zdziwiło bo wówczas była to sytuacja, z która dawno nie mieliśmy do czynienia. Ostatnimi czasy władze coraz częściej sięgają jednak po takie formy represji i np. przy okazji ostatniego strajku generalnego zatrzymano około 300 osób, natomiast wczoraj z aresztu sądowego wypuszczono dwóch naszych członków. Poza tym wzrasta zarówno poziom przemocy fizycznej, której Hiszpanie doświadczają w trakcie manifestacji, jak i ilość tajniaków infiltrujących akcje protestacyjne. Policja zmieniła także taktykę aresztowań. Jeszcze rok, 2 lata temu ludzie zatrzymywani byli głównie na ulicach w trakcie trwania manifestacji. Dzisiaj policjanci skupiają się przede wszystkim na filmowaniu uczestników demonstracji i dopiero po kilku dniach pukają do ich drzwi. Polityka medialna władz opiera się przede wszystkim na dzieleniu protestujących na dobrych oraz tych złych, którzy używają siły. Celem takiego działania jest przede wszystkim wywoływanie konfliktów między protestującymi i przedstawianie represji jako obrony porządku publicznego. Inną metodą dyskredytowania ruchów społecznych jest przedstawianie ich jako działań niebezpiecznych grup stanowiących mniejszość społeczeństwa. Takiego zabiegu dokonał m.in. premier Hiszpanii Mariano Rajoy w trakcie dużej demonstracji związków zawodowych w Madrycie, w której wzięło udział około 300 tyś ludzi, mówiąc, że większość mieszkańców miasta pozostała w domach by zamanifestować poparcie dla jego rządu oraz dlatego że boi się robotników. Pomimo że protesty przebiegały bardzo spokojnie Rajoy straszył społeczeństwo, że tego dnia dojdzie do zamieszek.

/Tłumaczenie i redakcja: H. Kurdelski/

Przypis 1
Confederación General del Trabajo – aktualnie największy hiszpański związek zawodowy o profilu anarchosyndykalistycznym. CGT poswatało w roku 1979 na skutek rozłamu w hiszpańskim związku Confederación Nacional del Trabajo. Ze względu na swój radykalny charakter oraz demokratyczne struktury CGT często odmawia podpisywania układów zbiorowych z pracodawcami, przez co spotyka się z niechęcią największych central związkowych w kraju.

Przypis 2
15-M inna nazwa pod którą funkcjonuje w Hiszpanii „Ruch Oburzonych”. Określenie to pochodzi od skrótu oznaczającego 15 maja ponieważ właśnie tego dnia rozpoczęły się masowe okupacje największych placów miejskich, które dały początek całemu ruchowi społecznemu. By w pełni zrozumieć charakter 15-M należy zdać sobie sprawę, że jego uczestnicy podejmują działania na wielu rożnych polach takich jak obrona praw pracowniczych, lokatorskich, kwestie związane z dostępem do edukacji, lub dotyczące problemów poszczególnych dzielnic danego miasta. W ramach każdego miasta „Oburzeni” dzielą się więc zazwyczaj na grupy dzielnicowe i komisje zajmujące się konkretnym zagadnieniem. Całość działań jest natomiast koordynowana za pośrednictwem spotkań przedstawicieli wszystkich grup działających na danym terenie.

Przypis 3
Hiszpania jest państwem federacyjnym, w którym Madryt i okolice stanowią osobną jednostkę administracyjną (podobnie jak Washington w USA).

Przpis 4
Chodzi prawdopodobnie o odpowiednik polskiej „trzynastki”.

Przypis 5
Laura Gómez została zatrzymana pod zarzutem udziału w zamieszkach ulicznych oraz podpalenia i zniszczenia mienia publicznego. CGT uważa zarzuty za bezpodstawne, dodając, że Laura do tej pory nie była notowana przez policję, a jedyne do czego policja może się odwołać to pokojowe działania na rzecz praw pracowniczych w Barcelonie, w których brała udział. Więcej na ten temat: http://www.ozzip.pl/teksty/informacje/zagranica/item/1380-wolno%C5%9B%C4%87-dla-laury-g%C3%B3mez-stop-represjom-w-hiszpanii

Powrót na górę